Żoliborz kontratakuje

Powiśle przoduje w gastroinicjatywach ale i Żoliborz nie próżnuje.
Dziś ruszyły dwa nowe miejsca. Spacer to dobry pretekst by się poruszać, odwiedzić okolice i stestować ofertę „świeżaków”!

Zacznijmy od tego, czy znacie Mały Format Cafe? Jedno z pierwszych miejsc na Żoli serwujące poprawne espresso?
Jedno z pierwszych, jednak jego start obył się bez szumu medialnego, stąd mogliście jeszcze o nim nie słyszeć;> Lubimy to miejsce z wielu względów. Przede wszystkim gospodarz, Brodacz, od którego bije spokój ducha. Zawsze zapominam spytać, gdzie nauczył się parzyć kawę i spieniać mleko, bo robi to bardzo poprawnie. Do tego czuć domową i serdeczną atmosferę. Mocno niezobowiązujący klimat (nie taki, że ktoś pisze, że jest niezobowiązująco a tak na serio bez stosownego stroju i sprzętu nie podchodź. Nie. Tu serio jest niezobowiązująco). Często można zaparkować w bezpośredniej okolicy, często po prostu przed kawiarnią. Żoliborz nie jest tak oblegany jak centrum miasta a jednak miejsce parkingowe jest na wagę złota….
No ale, poprawne* kawy w Małym Formacie, coś słodkiego i można ruszać na spacer!
Przespacerowaliśmy do parku Żeromskiego, mijając Fawory, Da Aldo, Żywiciela, Cafe Pavillon, Umpa Lumpę, Kalimbę (tacy Żoliborzanie to pożyją…), aż wreszcie dotarliśmy do pierwszego z nowych miejsc: Prochowni.

Kawiarnia, w której znajdziecie rzecz jasna kawę… ale też herbaty, domowe wypieki (słodkie i słone), ciepłe i zimne przegryzki. Docelowo miejsce, w którym każdy ma poczuć się dobrze, czy wpadnie z rana, czy wieczorem. W planach także weekendowe brunche. Generalnie ambicje Prochowni wykraczają poza „tylko” kawiarnię, stawiają na kulturę, warsztaty, spotkania. Wyobraźnia podpowiada potencjał i urok tego miejsca przy dodatnich temperaturach.

Przejdźmy do drugiego „świeżaka”, którego celowo pominęliśmy wymieniając już istniejące miejsca, żeby potrzymać Was w napięciu;> Znajduje się niemal na początku naszej dzisiejszej trasy. Myślimy, że nie tylko nas ciekawość zżerała, cóż to takiego szykuje się do otwarcia przy Mickiewicza 23? Nowe miejsce długo kazało na siebie czekać. Czarne, miłe dla oka witryny przykuwały wzrok przechodniów od dłuższego czasu ale nic więcej, żadnych poszlak. Dziś nadszedł ten dzień i wreszcie Głodomory ruszyły oficjalnie!

Na szyldzie wymienione standardy kuchni polskiej ostatnich dekad, co jeszcze bardziej ściąga wzrok przechodniów, którzy równie chętnie zerkają na to, co dzieje się w środku. Na Żoliborzu jest już kilka dobrych restauracji, my polecaliśmy i dalej twardo polecamy Kotłownię, ale nie dziwie się głodnym wrażeń zainteresowanym.

W środku przyjemne, stylowe wnętrze. Gra czerni i bieli, ok, popularna ostatnio ale… tu w bardzo przyjemnym wydaniu. Do tego charakteru miejscu nadają pomysłowo wykorzystane ściany (jak wyżej).
Dużo smaczków i akcentów do odkrycia na miejscu. Od szyldu, przez wnętrze, po nakrycia.
Przywitała nas i towarzyszyła bardzo uprzejma, fachowa obsługa w postaci Pani Kelnerki. Również właściciel/menadżer okazał się miłym, zaangażowanym człowiekiem, ciekawym tego jak nam smakowało. Powiedział też to co chcieliśmy usłyszeć: nie stosują żadnych wspomagaczy, czystość smaków, produktów, korzystanie z klasycznych przepisów, no i zamierzają trzymać poziom. Oby! Bo brakowało takiego miejsca, nie tylko na Żoliborzu ale i  w ogóle w Warszawie.

Na pierwszy raz wybraliśmy dania testowe, czy rosół i placki ziemniaczane. Często po spróbowaniu tych dwóch już wiadomo, w którą stronę idzie restauracja, czy mamy do czynienia z maggi, vegetą, i ziemniakami na placki przepuszczonymi przez maszynkę, czy prawdziwym rosołem i sumiennie przetartymi ziemniakami.
Głodomory spisały się świetnie. Rosół był delikatny ale… całkowicie prawdziwy. Podobnie placki, jedne z lepszych, lżejszych w smaku jakie ostatnio jedliśmy. Drugie typy to żurek (sam w sobie świetny ale i z bardzo smaczną kiełbasą) oraz pierogi (których spory jest wybór) z soczewicą. Pierogi nie pozostawione same sobie, towarzyszył im sos z suszonymi pomidorami. Znów po całości bardzo smacznie. Ciasto pierogów delikatne, farsz doprawiony – całość na +. Na spółę zjedliśmy buraki z dodatków. Cóż, w smaku powrót do dzieciństwa:>
I tak to na pierwszy raz, bardzo pozytywne zaskoczenie. Miejsce jest… klasa. Mamy tu do czynienia ze znaną wszystkim kuchnią, uczciwie przygotowaną, przemyślanym wnętrzem, w którym przyjemnie płynie czas i uprzejmą obsługą. Można tu wpaść na spotkanie ze znajomymi, niedzielny obiad, obiad po pracy, czy nawet na… randkę. Czego chcieć więcej? Mamy nadzieje, że jeśli Głodomory się zmienią to jedynie na plus. Jeśli kolejne wizyty potwierdzą jakość to spodziewajcie się pełnej recenzji.
Póki co polecamy, na ile to możliwe, po dzisiejszym!:D
Ceny potraw od 12 do 40 złotych. Dodatki w okolicach 3zł. Espresso 6zł.

Jakbyście się wybierali na wszelki wypadek pomyślcie o rezerwacji -> Restauracja Głodomory
więcej zdjęć na: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.478481145520249.93559.303508103017555&type=1

Dlatego korzystajcie jutro z pogody i ruszcie się na Żoliborz!

*poprawne – w naszej skali najwyższy stopień fachowego przygotowania.

WTF?!

Znajdź tu ▫najlepsze jedzenie na mieście? ▫sposoby/miejsca na miejski relax? ▫winne/piwne/kawowe rarytasy? ▫gastro'kulinarne gadżety i wydarzenia?

Leave a Reply