Sztafeta pokoleń?

a może raczej brakujące ogniowo?
Spotkania przy świątecznym stole za każdym razem skłaniają do refleksji. Im bardziej radykalni jesteśmy, tym i przemyślenia głębsze.
Przy różnych sytuacjach nachodzą nas różne przemyślenia, ale to święta, przy rodzinnym stole, są tymi sytuacjami, które prowokują nas do dyskusji z najbliższymi. Dyskusji dotyczącej najczęściej naszych wyborów, podejścia.

Zmiany, zmiany, zmiany…
Pierwszym symptomem zmian jest ilość jedzenia na stole, która z każdymi świętami spada. Tu łatwo widać, jak każdy z nas ma wpływ na rzeczywistość. Kiedyś także my, przez grzeczność, jedliśmy więcej niż komfortowo byliśmy w stanie pochłonąć. Od jakiegoś czasu jemy jedynie tyle, ile faktycznie chcemy. Rezultat? Inni biesiadnicy poczuli się pewniej, też zgodnie z własnym sumieniem, otwarcie, nie przejmując się konwenansami, zaczęli komunikować sytość. Drugi rezultat to taki, że jedzenia pojawia się mniej. Ciągle za dużo, ale nieporównywalnie mniej niż w przeszłości. Trzeci to to, co pojawia się na stole. Czyli wymiana poszczególnych składników, produktów, czy całych dań, na które nie byłoby chętnych, więc nikt ich nie przygotowuje.

Autorytet ok, ale i tak wiemy swoje
Co ciekawe rodzicom, czy dziadkom nijak nie przeszkadza fakt, że siedzimy w temacie od lat, że od lat zgłębiamy wiedzę, a to co szczególnie wyda nam się warte uwagi testujemy na sobie i weryfikujemy skuteczność. Nie przeszkadza im to jak poprawiamy wygląd, zdrowie, samopoczucie – ergo, mają realne dowody. Nijak bliskim nie przeszkadza nawet to, że sami korzystają z naszych rad, poprawiając swoje zdrowie.
I wiesz co? Ciągle „wiedzą lepiej” i dają rady…:>
Też tak masz?

Mentalni seniorzy
Zastanawia mnie też fakt, że zawsze łatwiej i lepszy kontakt łapaliśmy z osobami starszymi. Mając po 20-pare lat mieliśmy znajomych bliżej 30tki. Samemu podchodząc do 30tki dopuszczaliśmy bliżej do siebie osoby, które miały ponad 30 lat – nie, nie były to te same osoby co wcześniej, tylko starsze. Obecnie, po przekroczeniu trzech dekad świetnie czujemy się z ludźmi w okolicach 40 i więcej. Mamy podobne wnioski, przemyślenia, potrzeby, czy standardy.
Odnośnie diety zauważam podobieństwo idące jeszcze dalej – choć różni nas intencja, do osób w okolicach 70-80lat:>
Osoby starsze dopadają różne choroby, schorzenia, dolegliwości. Ratunku szukają gdzie się da, również w diecie. Czasem nie mają wyboru, jak na przykład w przypadku cukrzycy. Najlepsze jest to, że uważają, że tak po prostu musi być, nie kumają, że całe życie na to zapracowali, ale to inna kwestia.
I co finalnie się dzieje? Odkrywają kasze, imbir, kurkumę i całą resztę. Zaczynają ograniczać mięso i nabiał, widząc szybko poprawę samopoczucia, powrót do naturalnej wagi. Tylko ile musiało minąć i do czego musieli się doprowadzić, żeby dojść do takich rezultatów? Finał finałów jest taki, że możemy sobie swobodnie o wspólnych doświadczeniach z diet porozmawiać:>

Najsłabsze ogniowo
Najsłabszym ogniwem w sztafecie są rodzice. Ciągle żyją wedle „wszystkim znanych prawd”, a jednocześnie nie odczuwają jeszcze wszystkich tych dolegliwości, które już dopadły dziadków, a u nich są dopiero „za winklem”.
Tak przy okazji zauważyłeś jak pojemny i elastyczny jest ludzki organizm pod względem toksyn i w ogóle wszystkiego, co generalnie mu szkodzi? Dostaliśmy w używanie niesamowite narzędzie…
Wyobraź sobie sytuację, że palenie papierosów wywołuje raka w 3 dniu palenia. Jak myślisz, ilu palaczy zostałoby przy nałogu? Tymczasem można palić latami, dekadami całymi a ludzki organizm jest tak niesamowitym tworem, że mimo to (jakoś) daje radę, stara się mimo to trwać przy życiu. Także samo jest ze wszystkimi szkodzącymi nam substancjami, które codziennie przyswajamy, także tymi oficjalnie dopuszczalnymi. Potrzeba całych dekad, żeby dały efekt w postaci konkretnego problemu-choroby. Wcześniej pokazują się jedynie subtelne sygnały, które każdy łatwo lekceważy, mylnie interpretuje, bądź kamufluje łatwo dostępnymi środkami na kamuflowanie objawów.

Pranie mózgu
Odnośnie rodziców, tak jak myślałem, newsweek oczywiście spełnił swoją piorącą mózg rolę i zasiał ziarno niepewności, masę pytań i wątpliwości. Gratulacje dla redaktorów, z pewnością udało Wam się utrzymać w starym myśleniu i nawykach całą masę ludzi, dzięki waszym artykułom – yupi!

A jak to wygląda u Ciebie? Czy masz szczupłych, tryskających energią dziadków i rodziców, którzy nie przywiązują uwagi do wieku, bo jest to drugorzędna sprawa? Czy może borykasz się z codziennością schorowanych ludzi, którzy spijają teraz piwo, które warzyli przez całe swoje życie, przy wsparciu otoczenia? 70-80 lat w cale nie musi być (bo nie jest) schyłkiem naszego czasu.

Warto nad tym pomyśleć, warto popracować, warto nie iść na kompromisy. Kolejną niesamowitą cechą naszych organizmów jest zdolność regeneracji – wystarczy dać ciału szansę. Efekty widać szybko, w każdym wieku.

Czuwaj!

Dodaj komentarz