Resume Stycznia 2013

Witaj w podsumowaniu Stycznia.
Pomysł chodził za nami od początku istnienia bloga, jednak woleliśmy poczekać aż się wszystko dotrze. Po roku działania wiemy już nieco więcej. Pomysł nadal uważamy za słuszny stąd wprowadzamy go w życie:)
Postaramy się tu wspomnieć o tym, co nas spotkało, gdzie byliśmy, a co jednak nie wystarczyło by stworzyć  na tej podstawie oddzielny wpis.

Co na przykład?
A chociażby to, że jak skończyliśmy 2012 jedzeniem na mieście, tak i zaczęliśmy 2013 -> we Friterie. Krzątając się po centrum, załatwiając ostatnie sprawy starego roku, korzystając z „ciszy prze burzą” (Sylwester na pl. Konstytucji niedługo startował…) pospacerowaliśmy trochę, a żeby się posilić na drogę zamówiliśmy fryty. Okazało się, że wreszcie ktoś podjął „wyzwanie” zrobienia frytek z polskiego ziemniaka! Bez mrożonek. Do tego na wołowym tłuszczu… nice! Do tego wybór sosów etc. Najważniejsze, że jest smak. Serio -> dają radę!

Pierwszy obiad na mieście w Nowym Roku miał być na luzaku, niezobowiązujący (kto miałby siłę spinać się 01.01?). Celowaliśmy w Aioli, ale z uwagi na problemy techniczne musieliśmy szukać dalej. Pomysł padł na Trattoria Rucola. Telefon. Otwierają się o 14tej. Mamy jeszcze chwilę czasu. Krótki spacer, no i wtedy zrepetowaliśmy Friterie, w szerszym składzie, ku ogólnemu zadowoleniu:) Do Rucoli wcale się nie spieszyliśmy a powinniśmy! Dacie wiarę, że tłumy były? Menadżer upchnął nas w grafiku rezerwacji (+ za elastyczność!). Daliśmy radę. Jedząc obserwowaliśmy kolejnych tłoczących się Gości. Kurcze! Jak miło. 01.01 a tu taki ruch w gastronomi na mieście… Super.

PS: W Rucoli jak zawsze było smacznie, ale to sprawa na oddzielny wpis;>
Pierwsze podejście do
Nowy rok nie zaczął się dobrze… przynajmniej nie jeśli chodzi o pierwszy wizyty, na szczęście choć jeden pozytyw… Zacznijmy od:
Papu – Generalnie nie było źle ale nie było też szału. Poprawnie, przy uwzględnieniu nieco wyższych cen. To co robi wrażenie to wnętrze. Gustowne, „na bogato”. Jeśli chcemy zrobić na kimś wrażenie, zaprosić Go/ugościć etc? Śmiało… Dla frajdy, dla samych siebie, my przynajmniej, raczej nie, nie czujemy tego. Jak już to wolimy Zielnik Cafe, niby podobne menu a jednak…
Carmona – Nie powaliło nas jedzenie. Od zupy, przez przystawki, po deser (przy czym jest szansa, że deser nie był przygotowany na oddzielnym tłuszczu niż poprzednie potrawy). Do tego „luźna” atmosfera, personel żyje swoim życiem, rozmowami ze znajomi. Nasze organizmy specyficznie reagowały „po” stąd jeśli wrócimy, to po dłuższej przerwie.

Veg – Jeśli jesteście na bieżąco z naszymi wpisami to pewnie wiecie, jak bardzo liczyliśmy na to miejsce? No i kurcze pierwsza wizyta nie była udana. Na plus wnętrze (które okazało się jednak przemyślane, a nie jak to bywa w eko-wege-miejscach nijakie), kolejny duży plus za zainteresowaną i miłą obsługę. Minus niestety za sendo, czyli jedzenie. Zupy kompletnie nam nie podeszły. Jedna mogła osiągnąć status – ok, druga – no way. Bajgle neutralnie. To jeszcze może by nas skłaniało do zrepetowania, ale co nas powstrzymuje to gorąca atmosfera – dosłownie. Jakoś głód nam z automatu przechodzi, gdy jesteśmy w przegrzanym pomieszczeniu w dodatku bez świeżego powietrza. Brak tych dwóch odbiera nam wenę do wszystkiego. Stąd kolejna wizyta chyba na wiosnę.

Głodomory – Jest na szczęście pozytywny „świeżak”! Bardzo codzienny. „Nasza” kuchnia, tyle, że w porządnym, zadbanym wydaniu. Po różnych „przygodach” ucieszyło nas to miejsce i z pewnością niedługo wracamy sprawdzić, jak się sprawy mają:) O pierwszej wizycie możecie przeczytać -> tu!
*Wpisy/wrażenia po pierwszej wizycie są systemem zero-jedynkowym, nic się nie poradzi, nie ma zmiłuj. Albo w jedną, albo w drugą. Stąd rzadko dają pełny obraz miejsca. Pamiętajcie o tym. My pamiętamy:>
Slow street fast food
Przy tym rodzaju kuchni odwiedziliśmy same znajome miejsca, same polecane przez nas, które na szczęście nas nie zawiodły.
Warburger – Udało nam się wstrzelić w piątkową ofertę rybnego burgera (z makrelą, cytrusami, w specjalnej dla tej kanapki orkiszowo-żytniej bułce). Pyszota. Polecamy i Wam pamiętać o piątkowej rybie u nich. Wgryźliśmy się też w Seńora Stycznia (z salsą pomidorową, wędzonym chilli, kaktusem marynowanym, nachosami, kolendrą i czerwonym czedarem), świetna gra słodki-ostry. Kreatywność tutejszych burger-twórców bardzo nam podchodzi i zamierzamy testować każdą nowość:>
Street Food Polska nagrał nawet materiał video przybliżający Warburgera -> http://www.youtube.com/watch?v=qQsZRy5zCQ4&feature=youtu.be

Meat Love – chodziły za nami od początku Stycznia, jednak albo nawał zajęć, albo problem z miejscem parkingowym nas powstrzymywał. Jednak siła woli i zawziętość dały efekt. Udało się wbić na -> meat gofry. Mhm, diabelski zestaw. Korzenne gofry, wieprzowina i syrop klonowy. Jeśli nie wyobrażasz sobie takiego zestawienia to po prostu wpadnij i spróbuj. Na 99% jestem pewien, że zaskoczy Cię pozytywnie. Tak btw świetna pozycja na „syndrom dnia następnego”;>

Mr. Pancake – Od zawsze kusi pancake’ami i crepami, od niedawna także burgerami (prócz wołowych znajdziecie i serowe!). Właśnie na burgery wpadliśmy. Dziewczyny na serowe, mnie przypadła w udziale wołowina. Burgery zgrabne, smaczne, pełne dodatków, sycą na tyle, że przez rozsądek nie powinniśmy zamawiać niczego więcej… Ale coby z nas był za WTF?! jakbyśmy się rozsądkiem w tych sprawach kierowali? I tak po burgerach na stół wjechały pankejki i tu już hedonia po całości…. MMs, nutella, sos czekoladowy! Klawe zestawienie. W menu bogactwo dodatków więc tak naprawdę ogranicza Was jedynie Wasze wyobraźnia. My planujemy na jedno ze śniadań bekonowo-bananowo-klonowe połączenie.

Swoją deserową pozycję potwierdziły Opasły Tom Piw oraz Dziurka od klucza. Że to niby bardziej restauracje są? Owszem, ale słodka część menu jest na tyle kusząca, że i na sam deser polecam wpaść!

Kawową klasę pokazały również sprawdzone : Ministerstwo Kawy
Reset, O obrotach ciał (lubimy ich JBM, co zrobić…) i Mały Format, o którym wspominamy -> tu. W każdym z tych miejsc znajdziecie porządne espresso, a i mleczną kawę przygotują dla Was jak trzeba. Do tego wsparcie w postaci słodkich/wytrawnych wypieków. Lubimy i polecamy!

Kawową porażkę zaliczyliśmy w Heritage‚u, który dopiero startuje i teoretycznie na wina bardziej stawia ale tak kiepskie espresso piliśmy ostatnio jedynie na Mazurach…. a bardzo źle wspominamy tamtejsze kawy (prócz 2 wyjątków…). Kawa poszła do outu. Może się podciągną w temacie, zobaczymy.
Przy okazji porażek w płynie, mega rozczarowujące doświadczenie w Spumoni. Tutejsza gorąca czekolada była dla nas jak wzór metra z Sevres a tu taki cios! Może i zawadzała o gęstość – tak w ogóle, w odniesieniu do „kakałek”czekolad – bo nijak się miała do gęstości tej czekolady, którą zwykliśmy tu dostawać, do której trzeba było lody zamówić „na zagrychę”, bo inaczej czekoladzie można było nie podołać… Prócz gęstości to jakaś plastikowość w smaku. No nijak nie to co kiedyś. Damn it!

Z restauracyjnych pewniaków
By The Way – BTW jakoś tak ostatnio stała się jednym z naszych ulubionych miejsc. Wydaje nam się, że całkiem dobrze zastępuje nam nieodżałowany Kogel Mogel. Dużo kombinują tu z zupami/kremami – z pozytywnym skutkiem! Krem z buraków, jak na razie;>, nie ma sobie równych. Podobnie wiele pozycji z karty, ale jeśli chodzi o dania to debeściakiem jest okoń. To jest po prostu „must try”! Jak jeszcze nie byliście to marsz próbować! Nie wiem jak to się dzieje, jakoś tak czasami zwlekamy z poleceniami w oddzielnym poście miejsc, które nas przekonują, jakbyśmy czekali na jakiś minus, chcąc się na 1000% upewnić, że dane miejsce jest klawe… Z BTW właśnie się upewnia i chyba już najwyższy czas:)
Nihon Sushi – Nihona poznaliśmy dzięki zakupom grupowym. Nawet dwukrotnie skorzystaliśmy takiej opcji, co ważne, za każdym razem 100% satysfakcja, a różnie to bywa z realizacją takich zakupów, za co duży + dla Nihona. Mamy nadzieje, że inni też to docenili. My od czasu do czasu wracam. Wporz jest wnętrze, nastrojowe, dobre nawet na randkę. Miła obsługa. Poprawne sushi, do tego wychodząc poza klasykę klika niekonwencjonalnych pozycji własnego pomysłu.
Tym razem wpadliśmy na „lekki” obiad przed wizytą w Oceanie Spokojnym, znacie? Ciekawa spawa…. generalnie forma głębokiego relaxu. Dla osób, którym nie obca jest praktyka kontroli/odcinania napływu myśli nie będzie to może coś wielkiego, za to efekt unoszenia na wodzie kręci;> Dla wszystkich pozostałych może to być mega doświadczenie, porównywalne ze skokiem z wysokości! A przecież chodzi tylko o to, by zanurzyć się w ciepłej wodzie… ale jednak wszelkie obawy/stresy etc dają wtedy o sobie znać. Słyszeliśmy historie o zapierających się pzed wejściem a i po/w trakcie. Mocna sprawa. Za to jak się człowiek przełamie to ma fajny odlot:> To tak na marginesie:D

Magiel Cafe – Teraz jesteśmy z Maglem „na 0”, w sensie wyzerowaliśmy licznik. Od pierwszej, wysoko punktowanej wizyty, przez drugą trochę niżej, i trzecią dyskwalifikującą (cholerny antrykot, który nie tylko nam dał się w kość!), która na długo odganiała myśli o Maglu, aż po niedawno, relatywnie udaną. Magiel ma to do siebie, że Szefem jest osoba spoza gastronomi, która chce gotować, chce się rozwijać, eksperymentować – co jest fajne, jednak nie zawsze daje pozytywne efekty, tak bywa. Wyzerowanie licznika i tak nas cieszy, mamy czyste sumienie i znów pozytywne uczucia, myśląc o Maglu, więc do następnego…


Z lunchowo-obiadowych miejsc, które podtrzymały pozytywny obraz w naszych oczach (nosach i kubkach smakowych) są: Winkolekcja (z 2-dniowym lunchem poniżej 20zł), Warszawa Wschodnia (z 3-częściowym lunchem za 20zł, tak, zgadza się, jest i deser;>), serwują polsko-francuski mix w bardzo dobrym, uczciwym wydaniu, której też zbiera się na oddzielny wpis. Podobnie zresztą jak i trzeciej, o której chcieliśmy wspomnieć, Solec! kuchnio-kawiarnio-klubo-świetlica. Żyjąca, eksplorująca i eksperymentująca kuchnia, ale za to ją lubimy, bo jakoś procent trafień w nasz gust jest tu wysoki. Połączenie fasoli i grejpfruta? zupa jabłkowa? kluski kładzione z wędzonym dorszem? A proszę bardzo!
Z działki sklepowo-gastronomicznej
Chleb Sklep – Od otwarcia nachodziliśmy ich co i raz. Trzymają poziom. Zresztą co mają nie trzymać? Przemawia za nimi wielopokoleniowe doświadczenie. Kilka typów chleba do wyboru. Dobrze się kroją, dobrze „starzeją”. Warto wpaść, choćby po to, by zjeść/wypić coś na miejscu. Obsługa miła, wnętrze też cieszy. 1/2 WTF i tak nieugięcie każe nam kierować się do Charlotte, ale „co któryś chleb” wywalczyłem sobie, że będzie z Chleb Sklepu;>

Kończymy smutnym newsem, o zamknięciu Bagno Food&Wine, które w tak wielu aspektach nam podchodziło. Szkoda. Czekamy na inne odsłony pomysłów twórcy Bagna!

Co się działo w realu już wiecie, teraz o tym co działo się w Styczniu na blogu:

To tyle, w wielkim skrócie.
Jeśli macie jakieś pytania/uwagi walcie śmiało.
Do poczytania/napisania w oddzielnych wpisach i na fejsie, pozdrawiamy!

WTF?!

Znajdź tu ▫najlepsze jedzenie na mieście? ▫sposoby/miejsca na miejski relax? ▫winne/piwne/kawowe rarytasy? ▫gastro'kulinarne gadżety i wydarzenia?

Leave a Reply