Okienko i Chez Fred – Clash of the Frytans

Pamiętacie „Chłopaki nie płaczą” i krótką wymianę zdań dotyczącą frytek? No właśnie. Czy są aż tak ważne?
Cóż – różnie bywa.
Same fryty bywają smaczne, mogą zaspokoić na chwilę głód, mogą też stanowić smakowity dodatek do głównego dania. Na mieście jest kilka miejsc specjalizujących się we frytach, są jeszcze miejsca specjalizujące się po prostu w ziemniakach jak Groole.
Dziś na widelczyk wziąłem dwa miejsca Okienko i Chez Freda.
Ale najprzód trochę historii – tu plus dla Okienka, za to że się przygotowało.

źródło: fanpage OKIENKO

Skoro już wiemy co i jak przejdźmy do rzeczy.

Okienko ruszyło na początku tego roku. Oj ostro było z początku, szczególnie jak mrozy dowaliły.
Pozostawało złapać torbę frytek i zmykać do auta chyba, że akurat słoneczny dzień się trafił.
Po sąsiedzku można też było wpaść do Małego Piwa.
No ale – same frytki. Pochodzenia belgijskiego. Belgowie odpowiadają za pierwsze smażenie, zamrażają je i wysyłają do Polski. U nas smażą je finalnie w Okienku przed podaniem.

Do wyboru dwie pojemności: Mała – 5zł, duża – 8zł
Dużą wzięliśmy dotąd raz – dla znajomych, dostarczyliśmy im do domu. Sami zajadamy się małą, która wcale nie jest taka mała…
Do tego bogaty wybór sosów robionych na miejscu. Każdego dnia inny wybór.
Dziś skusiłem się na Masalę. Nie wiem, czy słusznie ale wyczuwałem ciekawą nutę imbiru.
Na frytki czeka się chwilę. Mała oorcja wygląda tak:
Pałaszować możemy przy użyciu drewnianego widelczyka albo patyczka – oba skutecznie ułatwiają nieupapranie się sosem i wydobywanie nawet najgłębszych sztuk.
W smaku dobre, sól sama się ich imała, nie potrzebowałem dosalać – było jak trzeba.
Do tego wspomniany sos – całość dobrze się zgrała. Frytki chrupkie z zewnątrz a miękkie w środku.
Okienko najdziecie na tyłach Riviery. Ku naszej radości pojawiły się krzesła i stoliki więc można będzie spokojnie zjeść na miejscu.
Prócz frytek także pączki, kawa. Więcej info tu.
Chez Fred ma nieco dłuższy staż, będzie ze dwa lata. Nazwa budzi skojarzenia z podobnymi punktami znajdującymi się zagranicą. Również korzystają z mrożonych frytek. Smażą na miejscu i to na miejscu do którego można wejść, które można odwiedzić.
Dopiero tam zrozumiałem czemu Okienko jest „tylko” Okienkiem bez miejsc w środku i czemu Panowie z Burger Baru wybrali nachosy jako dodatek. Mieli rację, jednak czuć w powietrzu specyficzny zapach.
Ale póki jest ciepło to przed Chezem pojawiły się stoliki więc można zjeść na miejscu.
Tu do wyboru mamy Średnie – 5zł albo XXL – 8zł.
Wybrałem średnią. Czekałem chwilę krócej niż w Okienku a porcja wyglądała mniej więcej tak:
Poprosiłem z sosem Ailoli ale generalnie do wyboru macie 15 sosów w stałej ofercie.
Drugiej połowie, która nie miała okazji do bezpośredniego porównania, smakowały.
Mnie też.
To co nieco mąci odbiór Chez Freda w moich oczach to poszerzone mocno menu innych, gotowych produktów. Znajdziecie tu burgery, makarony, mix bagieta+mięso+fryty (ot belgijski specjał).
Więcej info znajdziecie tu.
W obu punktach było wporz. jak na mrożone frytki, serwowane na szybko, na wynos.
W obu punktach porcja za 5 zł podobnej wielkości.
Oba punkty przyłożyły się do tego w czym serwuje frytki. Żadne opakowanie nie przepuściło tłuszczu. Niby detal ale jednak ważny – znaczy się jest postęp na świecie.
W obu miejscach jest też młoda, uprzejma i serdeczna obsługa.

I niby nie widać różnicy, niby wychodziłby remis ALE – dla mnie – tkwi w szczegółach.
Bliżej mi do sosów tworzonych przez Okienko niż gotowych, stałych w Chez Fredzie.
I ciut bardziej jednak, jeśli chodzi o smak samych frytek, podszedł mi ten okienkowy.

W Chezie tak jakby bardziej znajomy smak mrożonych frytek robionych w domu.

Przy tej okazji znów będzie, że agituje na rzecz Okienka ale te fotki imho ciekawie wyszły…

źródło: fanpage Okienko
źródło: fanpage Okienko
Różne podaje się powody, czemu jemy belgijskie frytki, nie tylko jeśli chodzi o sposób przygotowania ale i pochodzenia surowca. Ze smakiem zjadłem obie dzisiejsze porcje ale przyznam, że jakbym miał wybierać to raczej wolę te serwowane w restauracjach, jako dodatek do innych dań, najczęściej burgerów. Nie przeszkadza mi przypadkowość ich kształtu. Czuć różnicę w smaku. Zresztą one też są bardzo różne… I tu na czele nieodżałowany Kogel Mogel (uczucie od pierwszego kęsa) ale też inne, swojego czasu w Bagnie w dawnej karcie, przy różnych okazjach w sto900 (smacznie doprawione ziołami, rozmaryn?), Bistro Warszawa (inne od reszty, cieńsze), Objekcie Kulinarnym, czy Prostej Historii.
Ktoś weźmie na klatę serwowanie własnej roboty frytek „na wynocha”?

Nie ma się jednak co ograniczać. Dalej będziemy wyszukiwać ciekawe fryty serwowane w knajpach i dawać znać jak coś znajdziemy, w międzyczasie racząc się tymi na wynos. Jeszcze sporo sosów przed nami do sprawdzenia…

3 thoughts on “Okienko i Chez Fred – Clash of the Frytans

Dodaj komentarz