O co cały ten hejt?

Jedna rzecz mnie po ostatnim odcinku TopChef zastanawia, skąd tak wielkie oburzenie wobec sposobu egzekwowania zamówienia przez Mateusza Gesslera?

Ja wiem, że główne jury przyzwyczaiło nas do spokojnych i stonowanych wypowiedzi, ale program głównie kręcony jest w studiu, a jurorzy dostają gotowe dania, o których mają wyrazić opinię. Spięcia tu nie ma.

DSC04692Za to w ostatnim odcinku mieliśmy prawdziwe pole bitwy, żywą kuchnię i nadzór nad nią przez Mateusza, w czasie rzeczywistym, który widząc różne potknięcia, złe zachowania/organizację, zwyczajnie reagował na bieżąco.
A do tego, możemy się jedynie domyślać, że Mateusz został poproszony o to, żeby zachowywać się tak a nie inaczej, coby ostatecznie atrakcyjnie wypadło to w telewizji. Przyznam, że zaskakująco szybko wszedł w swoją rolę.
Uczestnikom, w trakcie kręcenia programu, poświęcił więcej uwagi i więcej słów, kulturalnych, niż mogliście zobaczyć. Większy wycisk przypadł w udziale pierwszej drużynie, fakt. Teraz nie wiadomo, czy pierwsza drużyna gorzej sobie radziła i stąd gromy się posypały, czy najpierw spadły gromy a potem drużynę trema zjadła. Przy drugiej drużynie było już spokojniej.

Skąd w ogóle spięcia i krzyki? Idealnie jest gdy w kuchni pracują fachowcy, zgrani, mają przepracowane metody pracy etc, wtedy nikt nie musi głosu podnosić. W Warszawa Wschodnia by Mateusz Gessler nigdy na „dym” nie trafiliśmy, bo zwyczajnie nie było takiej potrzeby. Wszyscy wiedzą co mają robić i jak.

Ale jeśli coś idzie nie tak, to nie chcielibyście żeby ktoś powalczył o Wasza zamówienie, czy wolicie dostać pół-produkt, poklepać ze zrozumieniem kucharza po ramieniu i wyjść z pół-zadowoleniem? całe szczęście o ile jeszcze z pół-rachunkiem.

Nie wiedziałem, że żyjemy już w tak wrażliwym, żywo reagującym społeczeństwie. Jeśli tak to super!:>
Tylko co się stało z codzienną znieczulicą, pokornym godzeniem się na różne paradoksy życia (np. obecne próby przekręcenia OFE), toksycznymi zagrywkami w biznesie/pracy/relacjach międzyludzkich? Coś przegapiłem? O czymś nie wiem?
Czy serio już jesteśmy na tyle empatyczni, delikatni, kulturalni i wyrozumiali? Hm?:>
Czy to jest po prostu jak z prosiakiem z Makro?
Grzecznie jemy mięso póki nam ktoś nie pokaże skąd się bierze. Jemy w mniej lub bardziej eleganckich restauracjach, ciesząc się kolacją, nie myślimy o tym co może dziać się na zapleczu, póki nam ktoś tego nie pokaże?

Zagrań nie fair nie musimy szukać daleko, spotykamy się z nimi ze strony… choćby Gości restauracji. Często wykorzystują relację Gość-kelner do pofolgowania sobie i spuszczenia ego ze smyczy, bo przecież wiadomo kto wtedy jest „panem”, nie? Traktowanie kelnera jak żywego podajnika nie jest fajne, czemu nie burzyć się przeciwko temu? To nie Japonia, nie obsługują nas roboty.
Humorystyczne historie wynikające ze starć między kelnerami a Gośćmi możecie śledzić od jakiegoś czasu na:
Nie znasz życia, jeżeli nie pracowałeś w gastro

Pracując w gastronomi rzadko miałem okazję trafiać na „wybuchy”, bo tak jak wspomniałem, o ile pracują fachowcy i każdy realizuje się na swoim odcinku pracy to nie ma pretekstów do wybuchów. Do tego gastronomia zdominowana przez męską część populacji ma to do siebie, żeby bywa szorstka, grubiańska, ale i prostolinijna. Presja czasu tym bardziej zmusza do zdawkowych wypowiedzi. Może to znów specyfika zawodu ale szybkie/konkretne zbesztanie jest w stanie dać dobre efekty. Dostajesz impuls, przemyślisz sprawę, poprawiasz coś co robisz źle, jedziesz dalej. Nie ma co tu angażować emocji, szlochać etc. „Krótka piłka, pach pach pach.”

Wielu nie podobało się stwierdzenie „Ja bym się pod tym nie podpisał”.
Wy byście się podpisali pod niemal surowym stekiem z niedogotowanymi ziemniakami i sosem, który nie wiadomo, czy właściwie jest sosem czy osoczem?
Choćby drugi pomocnik kucharza dał ciała to i tak opinie wyrobicie sobie o całej restauracji i będziecie ją polecać lub nie, bez wnikania kto gotował. Zadaniem Chefa jest dbać o to, żeby kuchnie opuszczały jedynie w 100% cieszące dania.

Zastanawia też, gdzie się podziali entuzjaści stylu Gordona?:D

źródło: http://0.tqn.com

Czy może Gordonowi wolno, ale komuś innemu już nie?:>

No i co z wszystkimi fanami „Dnia Świra”? Czyżbym tylko ja się zaśmiewał i powtarzał później teksty Adasia Miałczyńskiego? albo te z „Nic śmiesznego”?:D

Nie chcemy być dla nikogo adwokatem, nijak nie chcemy, żeby krzyki w kuchni były lansowane, czy stały się standardem pracy, ale szukamy tego czynnika, tego zapalnika, którego u nas zabrakło, a który włączył się u tak wielu osób, dla nas niespodziewanie. Biorąc pod uwagę powyższe nijak nam się to na jakieś oburzenie nie składa.

Cóż to się stało, co sprowokowało takie reakcje?

Dodaj komentarz