NATURA FOOD 2012

Tak się w swoich planach skupiliśmy na konferencjach/pokazach, że zapomnieliśmy, gdzie jedziemy… Czytaj na jeden-wielki-targ-naturalnej-żywności! Z przyzwyczajenia zaczęliśmy więc sobotę od BioBazaru. Przed drogą strzeliliśmy espresso i imbirowy napar w Chłodna25 i dawaj! Droga Warszawa-Łódź okazała się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Zwężenie jedynie na odcinku ok. 30km, 1:20 i byliśmy na miejscu.

No właśnie, na miejscu targów naturalnej żywności. Pamiętając o tym co już kupiliśmy rano, co mamy w bagażniku, jedynie poglądowo „przefrunęliśmy” przez halę. Bardzo dużo wystawców, głównie z Polski, reprezentacji różnych regionów ale też kilka stanowisk zagranicznych. Ciężko mieć pretensję do rolników/wytwórców, że prócz bycia fachowcem w swojej dziedzinie nie są jednocześnie specami od PR’u/marketingu ale z niektórymi jeszcze ciężko się rozmawiało. Pytania o produkt odbierali nieco podejrzliwie. Pewnie kwestia czasu aż się otworzą.
To co wpada w oko to dobry produkt ale najlepiej w atrakcyjnej oprawie, i tak wyhaczyliśmy śląskie bombony – Kopalnioki (do spróbowania były: winogronowe, rabarbarowe oraz „kopalnioki”, czyli tradycyjne, ziołowe cuksy – wszystkie 3 smaczne, dobrze zrobione, aromatyczne, bez przegięcia cukru) oraz Towary Niezwykłe (skusiły i wyglądem ale też propozycją zestawień smaków/aromatów. Ostatecznie kupiliśmy musztardę z figami, która w domu szybko się skończyła…). Są z okolic Warszawy więc nietrudno będzie o kolejne słoiczki.
Prócz tego cała masa naturalnych serów, miodów, wędlin, chlebów, soków, piw i przetworów.
Dla tych, którzy szukają jeszcze więcej natury w naturze wydzielona była specjalna część hali „eco”.

To co nas ściągnęło to wspomniane konferencje/pokazy, a dokładniej:
Pokaz kulinarny w ramach projektu „Kreowanie marki Łódzkie poprzez promocję tradycyjnych smaków regionu” w prowadzenie:              WOJECH MODEST AMARO

oraz, z oczywistych względów;>
W KIERUNKU PIERWSZEJ GWIAZDKI… JAK OCENIAĆ RESTAURACJE?
– dyskusja panelowa z udziałem Wojciecha Modesta Amaro , Piotra Bikonta, Macieja Nowaka oraz Doroty Minty
prowadzenie:                 Zbyszek Kmieć

Zacznijmy od pokazu gotowania.
Nie wiem jak udało się to organizatorom, obstawiamy, że to kwestia „naturalności” targów, ale ściągnęli Pana Wojciecha Modesta Amaro w sobotę, gdy na wieczór full rezerwacji, na ponad 3 godziny…
Panu Wojtkowi towarzyszył i wspierał w przygotowaniu dań Carlos Gonzales Terejra.
I był to pokaz z prawdziwego zdarzenia. Bite 2 godziny omawiania, prezentowania technik, sprzętu, kolejnych etapów tworzenia dania a nie jakieś tam 10, czy 20-30 minutowe show z fajerwerkami, hupaj siupaj, strzele kilka popisów i znikam.
Spokojne prowadzenie przez cały pokaz, w trakcie omawiania filozofii Atelier Amaro, przybliżenia/przedstawienia prowadzących siebie wzajemnie, gotowanie. Omawianie kolejnych kroków, co dlaczego i skąd się bierze. Odmitologizowanie kuchni molekularnej, która ciągnie się za Panem Wojtkiem. On sam nie miał problemu by stwierdzić (odnośnie temperatury i czasu gotowania), że to wszystko jest w tabelach ogólnie dostępnych. O tym skąd biorą się pomysły, skąd biorą się produkty w Atelier, o stanie gastronomi, o możliwości, czy braku rozwoju w kraju dla młodych kucharzy.
I tak przez 2 godziny… Powtarzamy się ale to serio był mega wartościowy czas, tak dla widza, nie związanego z tematyką na co dzień, ale i równie dobrze dla młodego kucharza. Pan Wojtek na wyciągnięcie ręki, spokojnym, pewnym głosem dzieli się tym co ma w głowie, pokazuje krok po kroku jak tworzy dania. Do tego przez cały czas padały przydatne/istotne informacje ze świata gastronomi. Czego chcieć więcej?
No tak… degustacja potraw też była:)
Chętnych nie brakowało. Nie dziwie się. Bilet wstępu na targi to koszt ok. 7zł. Możliwość spróbowania w tej cenie dania spod ręki Mistrza – bardzo dobra relacja cena/jakość;)

To co między innymi powstało w trakcie pokazu to:
-czerwony barszcz/kwas chlebowy/pierogi z cebuli, z kozim serem (całość zagęszczona agarem oraz siemieniem lnianym)
-kurki/sos z antonówek/kawa żołędziowa
-kaczka/risotto słonecznikowe/żurawina (to akurat udało się zdegustować, całość świetnie dopełniła nuta sosny)
-głównym składnikiem deseru był rodzaj sernika z dyni (mieliśmy okazję spróbować go ostatnio w nieco innej formie -> tu)

kaczka/risotto słonecznikowe/żurawina

Jest nawet video-relacja:

Zaraz po pokazie gotowania startowała konferencja, poświęcona recenzowaniu restauracji, w której Pan Wojtek również brał udział… czasu na odpoczynek nie było zbyt wiele;)
W KIERUNKU PIERWSZEJ GWIAZDKI… JAK OCENIAĆ RESTAURACJE?
w oryginalnym założeniu przy udziale WMA,  Piotra Bikonta, Macieja Nowaka oraz Doroty Minty.
Niestety Pana Macieja i Piotra zabrakło (siła wyższa, szkoda bo Pana Macieja chętnie bym podpytał o parę kwestii), w zastępstwie pojawił się raz jeszcze Carlos Gonzales Terejra. Moderatorem był Zbyszek Kmieć, który z pewnością niejedno ciekawe gastronomicznie miejsce odwiedził.

Rozmowa zaczęła się…od początku, a właściwie początków -> polskiej gastronomi „wolnego rynku” z zahaczeniem o kilka lat wstecz, gdy nie było mowy o konkurencji, towar był reglamentowany a miast krytyków po restauracjach mogli śmigać co najwyżej kontrolerzy (polecam przy tej okazji, jeśli ktoś jeszcze nie widział, „Gangsterzy i Filantropi” – generalnie świetny film a do tego powiązany tematycznie).
Przebrnęliśmy przez epokę krytyków, którzy podtrzymywali dobre opinie bez pokrycia za kotleta (niekoniecznie przysłowiowego), czy butelkę wódki dobijając do krytyków zatrudnionych etatowo, którzy nie potrzebowali (teoretycznie bo kto zmierzy ludzkie potrzeby?) dodatkowych bodźców do wystawienia pozytywnej opinii, prócz własnych apanaży. Co ważne – tu również „firma” płaciła rachunek, to też była dość duża zmiana. W tym momencie zabrakło osoby Pana Macieja, recenzującego dla gazety, choć sam też za krytyka do końca się nie uważa a bardziej felietonistę.
Ale właśnie, to jak to jest z krytykami?
Padło wiele słów/określeń/opisów/wymogów, które powinno się spełniać by móc o sobie powiedzieć: krytyk kulinarny. Przyznam, że nie zaskoczyły mnie.
Ideałem zdaje się tu być człowiek z konkretnym doświadczeniem gastronomicznym (najlepiej ze stażem na stanowisku przynajmniej zastępcy Szefa Kuchni). Ciężko mi się z tym nie zgodzić. Przyznam też, że chętnie czytałbym recenzje restauracji, pisane przez jakiegoś Szefa Kuchni. Poczułbym wtedy, że tworzy się mega dystans – fakt, przyznaje, ale byłby to również świetny pretekst do pracy nad sobą, obserwacji jego warsztatu i generalnie cieszeniem się tym co robi (o ile było by to jakościowe/wartościowe).

Rozmowa poruszała także wątki portali internetowych, kumulujących recenzję, wartość różnych recenzji i elementy je wyróżniające/atrakcyjne dla czytelnika, jak na przykład wiedza, którą może przy tej okazji posiąść. Do grona krytyków nie zostali też zaliczeni blogerzy, parę zdań na ten temat padło. Generalnie dobrze, że są – dobrze, żeby robili to co robią na tyle fachowo, na ile się da.
Dobrze, że są bo to zawsze jakaś opinia, zawsze może sprowokować restaurację do poprawy czegoś, zwrócić uwagę Szefowi Kuchni na detal, którego on sam nie dostrzega, co ważne generalnie podciągnąć jakość usług. Każdy kij ma dwa końce, hejterskie opinie mogą zaszkodzić.
Zapomniano wspomnieć o czymś, co nam przyszło do głowy, że blogerzy recenzujący restaurację robią to za swoje pieniądze, w swoim czasie wolnym. Myślę, że to dobrze oddaje to na ile mogą sobie później pozwolić w tym, co tworzą na blogu. Człowiek zatrudniony w danym celu winien wywiązać się z umowy, ma na to czas, możliwości. My możemy się starać, niczego nie musimy, choć nie jest powiedziane, że nie chcemy (ciągle się uczyć/rozwijać).

Decydując się na dzielenie się z Wami własnymi doświadczeniami gastronomicznymi zrobiliśmy to w pełni świadomie. Nie jest nam obca sztuka degustacji, rozbierania tego co czujemy na czynniki pierwsze i poszczególne elementy, praca w gastronomi, czy mniej lub bardziej zgłębione tajniki gotowania.
Pewnie na nic nie jest nigdy za późno i kiedyś może jedno z nas, lub oboje, zostać zastępcą Szefa Kuchni, czy Szefem, ale póki co inne sprawy nas pochłaniają. Stąd nie przypinamy sobie etykietki „krytyka”, pozostajemy „blogerami dającymi znać”, ale zawsze wychodzącymi z założenia, żeby to co robimy miało jakąś jakość/poziom, było możliwie wartościowe i rzetelne, mając w głowie swój własny kodeks, który odnosi się do wszystkiego co robimy na co dzień, z czym się stykamy, co z siebie produkujemy. Pamiętając również o konsekwencji/odpowiedzialności.
Lista rzeczy, mających zaowocować rozwojem w tematyce, też cały czas jest:)

Łącząc wątek dotyczący gotowania i recenzowania, jeśli chodzi o rozwój, w obu wypadkach polecane jest podróżowanie!

To tylko dwa „wydarzenia”, w których wzięliśmy udział.
Prócz tego od piątku do niedzieli sporo się działo, sprawdźcie program.
Myślę, że warto pamiętać o nich za rok! Pewnie będziemy przypominać:)

Generalnie bardzo nam się podobało, odczuwamy spędzony tam czas jako dobrze zainwestowany, chętnie nadstawialiśmy uszu i równie chętnie wrócimy za rok. Przy tej okazji pozdrawiamy i dziękujemy wszystkim, których okazję mieliśmy spotkać/poznać podczas targów:)

Dobrze, dość powagi, trochę rozluźnienia… bo i takie atrakcje były.

Wygląda na to, że Łódź stara się jako miasto, przyciąga wydarzeniami.
Natura Food tydzień temu, w ostatni weekend ruszył Łódź Design Festival a dziś startuje FashionWeek.
Co kto lubi? 1:20 i jesteście na miejscu.
Kilka smacznych miejsc też jest – jak coś to śmiało pytajcie:)

Więcej zdjęć z targów -> tu!

NATURA FOOD
facebook
www

Dodaj komentarz