Menu postne – zaproszenie dla restauracji 2018

Trafiłem dziś na ciekawą inicjatywę: „Wielki Post to w przyrodzie czas ubogi w świeże produkty. Korzystamy wówczas z tego, co przechowane z poprzedniego sezonu, zakonserwowane, ususzone lub ukiszone.”

„Skromność dostępnych dóbr skłania ku ascezie, ale jest też szansą na uruchomienie wyobraźni kulinarnej i rozsmakowanie się w prostych daniach. Szykując się do wiosny, świętowania obfitości i Wielkanocy, mamy możność zatrzymać się nad skromnym talerzem, oczyścić, poczuć smak chleba, soli, poczuć głód.”

Klawa akcja, co? Przynajmniej ja się jaram. Cieszy mnie wszystko co pomaga nam żyć, myśleć i funkcjonować w harmonii, zdrowiu – i tym jest dla mnie post. Świetny czas, żeby dać organizmowi szansę na uporanie się z „nadbagażem” tego, co zaserwowaliśmy mu przez cały rok. Jednocześnie pomaga docenić to co już mamy, przerywa też „szum” bogactwa wyboru dookoła. Jak jesteś na poście świat staje się prostszy. Wiesz co Ci wolno, czego nie wolno, ile ma potrwać. Koniec kropka. Żadnego zbędnego rozkminiania się, mentalną energię możesz przekierować na coś innego.

Restauracj/Szefowie Kuchni z przymrużeniem oka podchodzą do wszelkich wyłączeń żywieniowych, czy nawet alergii. Jeśli mają ugotować coś bez mięsa, bez nabiału, bez glutenu, bez cukru – rozkładają ręce i mało który zaskoczył mnie kiedykolwiek pozytywnie kreatywnością – smutny fakt. Warszawa zmieniła się w ciągu ostatnich paru lat, ale kiedy ja narzuciłem sobie ograniczenia i szukałem opcji bez wyżej wymienionych no to… ciężko było, lipa. O pochodzenie/jakość składników nawet nie pytałem, bo to jedynie piętrzyło trudności i poziom zdziwienia/irytacji po drugiej stronie. Irytowało to, co dla mnie jest normalką/codziennością.
Czasem ktoś mi makaron z serem, szpinakiem, czy łososiem proponował. O sposobie przyprawienia/smaczności takiego dania kleconego na szybko przez kogoś kto „nie kuma o co chodzi” lepiej szybko zapomnieć i równie szkoda hajsu na to.

Stąd akcja podoba mi się podwójnie. Jest szansa, że Szefowie wcześniej rozkminią co i jak, i faktycznie stworzą przynajmniej smaczne, jeśli nie super dobre dania. Tego bym chciał najbardziej:>
Dzięki temu też osoby trzymające się postu nie będą musiały unikać jedzenia na mieście.

Sam się jaram – podaje info dalej – śmiało zrób to samo, jeśli też kręci Cię ta idea.

Prócz samego pomysłu restauracje mogą liczyć na marketingowe wsparcie.
Więcej szczegółów znajdziesz tu.

Dodaj komentarz