Lunch @ Top Chef Polska

ależ to był długi lunch, co?
DSC04697

Oczywiście produkcja programu rządzi się swoimi prawami, przygotowania przed, w trakcie, po. Niestety także Chefowie kazali nam czekać, i to nie mało.
Gdyby był to prawdziwy lunch na mieście to w przypadku pierwszego zespołu zwyczajnie musiałbym wyjść w trakcie i dorzucić kilka drobnych do parkometru, które doliczyłbym potem Chefom do rachunku;>

Czekać mogę, o ile jest na co.
Propozycja pierwszego zespołu nie urwała… głowy, a do tego nie do końca byli w stanie przekuć pomysły na finalne dania.

DSC04692

Zupa miała świetną konsystencję.
Stek, miał być medium, a bliżej mu było do blue/rare. To już stek, który zamawiała Agata Wojda (miał być krwisty) był bliżej medium.
To co smakowało mi w tym zestawie najbardziej to deser, spod ręki Sylwii. Znów, zabrakło mu chwili, ale cieszył i tak, szczególnie shortbread, świetnie przełamujący całość.
Bardzo dużym minusem było całkowite nie wydanie propozycji dla wegetarian.
Martin mocno się przejął, może żart był nie na miejscu, ale ucieszyła mnie myśl, że nie mamy do czynienia z Japończykiem, bo pozostałoby mu pewnie wtedy tylko jedno wyjście… Nic to Martin, do zobaczenia na Hożej, już na spokojnie.

DSC04699

Druga drużyna spisała się o tyle lepiej,  że wydała wszystkie dania, do tego z mniejszym poślizgiem czasowym, a propozycja wegetariańska była tak udana, że mięsożercy podbierali ją wegetarianom z talerza.

Jaki był werdykt ostateczny już wiecie.
Oba lunche tak naprawdę rozczarowały. Nie porywały oryginalnością, wykonaniem. Gdyby podano mi je w restauracji długo biłbym się z myślami, czy wrócić do miejsca z taką kuchnią.

Udział w programie dał kilka ciekawych doświadczeń.
Pojawienie się na planie zgranej i bardzo miłej ekipy (dziękuje jeszcze raz za zaproszenie).
Obserwowanie dwóch zespołów, które działanie drużynowe rozumiały zupełnie inaczej.
Możliwość zobaczenia Mateusza Gesslera w akcji, oj nie zazdroszczę kucharzom z Warszawy Wschodniej;>
Grzegorz Łapanowski, na żywo jeszcze bardziej fachowe podejście, nice.
Niestety przekonanie się na własnej skórze, jak się Chefowie nie wyrabiają, co dotąd tylko obserwowałem w tv.
O okazji do wymiany plotek z gastro-świata z pozostałymi Gośćmi nawet nie wspominam. Prócz plotek wymienialiśmy się pomysłami, co sami moglibyśmy przygotować ze składników, których użyć musieli Chefowie, siedząc spokojnie przy stole łatwiej było o kreatywność.

Przyznam, że od początku emisji programu zastanawia nas: w czym problem?
Czy kwestią takich prostych, z jednej strony, ale też kolosalnych pomyłek/niedoróbek jest ograniczenie czasowe, nieznajomość konkretnej kuchni/sprzętu, stres, kamery, wszystko jednocześnie?

Z innej beczki jak się zastanowić to prywatnie niemal codziennie bawimy się w Top Chefa w domu. Nigdy mocno nie bazowaliśmy na gotowych przepisach, ale od około 2 lat niemal w 90% gotujemy z głowy. O ile nie jemy na mieście to wracamy do domu, patrzymy jakie produkty są do dyspozycji, wybieramy kilka przewodnich i… zaczynamy działać. Najczęściej po 30-40 minutach danie jest gotowe. Mamy ten plus, że pomijamy obróbkę mięsa, które w domu zupełnie się nie pojawia. I taka myśl nas nachodzi: może Chefowie zbyt często na gotowych przepisach bazują? Po zakończeniu programu będę musiał spytać uczestników bezpośrednio:>
DSC04682
Po nagraniu jednak głód trochę się odzywał, stąd postanowiłem się jeszcze bardziej zadyniowić -> (link)

Korzystając z okazji, gratulacje Piotrze. Staż – niesamowita szansa.

Po więcej zdjęć zapraszamy na -> (link)

TOP CHEF Polska