Kogel Mogel

Kogel niestety zniknął z gastronomicznej mapy – bardzo niestety.
Jego miejsce zajęła Sepia – jeszcze nie sprawdzona, na liście „do odwiedzenia”.
Jakby dobrze nie karmili to drugiego takiego miejsca, jakim był Kogel Mogel, to nie znam…
Jeśli chcecie to rzucicie okiem na to jak było.
————-
Witam Was w pierwszej recenzji.
Wahałem się, czy powinien to być Kogel Mogel, czy recenzja nie zniknie gdzieś pod nowymi, dochodzącymi recenzjami innych miejsc ale… przecież po każdej wizycie mogę zdać świeżą relację a przede wszystkim ta restauracja to moje prywatne odkrycie i knajpa roku 2011 więc jak zaczynać to dobrze!

Kogel jest jednym z motywów powstania bloga. Nie mogłem się doczekać recenzji tego miejsca, przez osoby piszące recenzje restauracji (do tej pory skusiła się jedynie Restaurantica i nie żałowała – pozdrawiam!), do tego od jakiegoś czasu już mnie nie kręcą tak jak kiedyś sprawozdania niektórych z nich. Zbierała się we mnie i zebrała ostatecznie chęć do napisania czegoś swojego. O to i jest.

Do odwiedzenia Kogla zachęciła nas informacja o angielskich śniadaniach, później zdjęcie tegoż dania na koglowym fanpage’u,

źródło: https://www.facebook.com/pages/Restauracja-Kogel-Mogel/187699461283576?ref=ts

a do wizyty już wręcz zmusiło zdjęcie burgera, gdzie szczególnie zainteresował mnie sposób podania frytek (w sitku?) – pysznych frytek (i burgera), jak miało się okazać. Przyznacie wyglądają zachęcająco?

źródło: https://www.facebook.com/pages/Restauracja-Kogel-Mogel/187699461283576?ref=ts

Pierwszy raz trafiłem tu z ponad pół roku temu. Czemu piszę dopiero teraz? Ano tak jak wspomniałem wyżej i po prostu z braku czasu choć do napisania recenzji zabierałem się już wielokrotnie, bo po każdej wizycie sporo myśli kłębi się w głowie i wzmaga chęć do podzielenia się nimi z innymi, żeby też mogli doświadczyć tego co ja.

Z końcem roku miałem silne postanowienie stestowania dań, po które normalnie nie sięgałem, tak by napisać pełną i w miarę możliwości obiektywną recenzję. Udało się, ale… Z Nowym Rokiem pojawiło się nowe menu. Tak więc chętnie podzielę się opiniami na temat tego co jest stałe w Koglu, podzielę wrażeniami z ostatniej wizyty no i może trochę powspominam przy okazji nawiązując do dań, z poprzedniej karty, ale czas już najwyższy recenzję napisać.

Idąc po kolei:

Jedzenie/ogólnie: ogólnie to jest niesamowite. I tu bez przesady, takie jest moje zdanie.
Jeśli opis dania nie rozbudził Waszej wyobraźni to po podaniu tego co zamówiliście zaczynacie jeść już oczami. Dania podane są w ciekawy, przemyślany sposób. Każdy składnik odgrywa w daniu swoją rolę, a najczęściej przybiera też nietypową, zaskakującą postać (np. różne placki, czy babeczki zamiast zwykłej porcji ziemniaków). Każdy też ma swoje miejsce, czasami aż szkoda psuć kompozycję.
Tyle dla oczu, dla języka jest jeszcze ciekawiej.
Idąc do Kogla proponuje Wam zapomnieć o wszystkich „nie lubię, nie przepadam, nie jadam, raczej nie” itd. Zapomnijcie o tym. Różne już mieliśmy „przełamania” swoich obiekcji, ale prosty przykład, ostatnio druga połowa zamówiła tajską zupę, jakoś się nie wczytała, że jednym ze składników jest kolendra, której nie lubi/unika, i co? Zjadła ze smakiem i przy kolejnej wizycie znów zamówiła. Bo nie jadła przecież samej kolendry, a zupę, gdzie jest ona jedynie składnikiem uzupełniającym smak – liczy się odbiór całości. Stąd serio polecam Wam opuszczenie strefy komfortu, zaryzykujcie, dajcie sobie szansę na spróbowanie czegoś ciekawego/nowego/świeżego, bo Szef w Koglu ma dobrą rękę do ciekawych połączeń.
Podobnie miałem z jednym daniem z poprzedniego menu, wtedy nazwa do końca do mnie nie przemawiała, „Fish in paper”, z jednej strony ciekawie, ale z drugiej tak… no, nie do końca, jednak w myśl testowania różnych dań zamówiłem je i powiem Wam, że bardzo się cieszę… to było jak podróż. Dużo smaków, smaczków, niuansów i akcentów przeplatało się w tym daniu. Podsumowując: odwagi! Może być tylko dobrze!
Nie znam osobiście Szefa Kuchni Kogla, ale wnioskuje, że ma spore doświadczenie i jeszcze więcej bardzo smacznych i fajnych pomysłów.

 Tak jak poprzednie menu miałem stestowane tak o nowym jeszcze niewiele mogę powiedzieć.
Ale ze stałych pozycji godne polecenia jest śniadanie angielskie (spore, urozmaicone – patrz zdjęcie), burger (który teraz pojawił się w różnych wariantach – bardzo fajny pomysł!), crumble z owocami sezonowymi (stestowałem już kilka owoców, zdążyły się zmienić przez te pół roku, za każdym razem strzał w 10, ostatnio ciekawe połączenie jabłkowo-imbirowe) no i frytki, które są niby dodatkiem, ale są tak pyszne, że czasem zamawiamy je po prostu dla samego spróbowania mimo zamówienia innych potraw.

źródło: https://www.facebook.com/pages/Restauracja-Kogel-Mogel/187699461283576?ref=ts

Z nowej karty stestowaliśmy: krem z selera z angielskim boczkiem. Gęsty, pełny, aromatyczny, ale nieciężki. Jest bardzo gładki, niuans boczku ukryty jest w samej zupie.
Trio melonów z grecką fetą – super zaskoczenie (ale jak dla mnie w Koglu to norma)
bardzo świeża, żywa sałatka i fajnie przenikające się smaki sałat, melona, fety i dressingu.
Druga połówka zamówiła świeże tagliatelle z chorizo i krewetkami – z relacji wiem, że smakowało. Krewetki, mimo swojego delikatnego smaku, nie zniknęły pod pikantnością chorizo, całość świetnie się zgrała. Ja mogłem tylko podziwiać, znów, bardzo ciekawe podanie tego dania.
Fondant czekoladowy – a mówiłem Wam już jak pięknie wyglądają tu serwowane dania? Jak zamówicie to zrozumiecie. Tak mi się przypomniało przy okazji wspomnienia fondanta .
Zwarty z zewnątrz pięknie mi się rozpłynął po przekrojeniu go, przyjemnie czekoladowy, pełny, długi smak. Do tego sorbet dla przełamania/ożywienia smaku, podany na „chipsie” z kruchego ciasta.
Jeszcze „Kurczak Mazowiecki” – cytując za Koglem Moglem „w towarzystwie ziemniaczków fondant, makrchewki z groszkiem i sosu jeżynowego. Takiego kurczaka jeszcze Państwo nie jedli…”
Prawda, że wygląda ciekawie? Smakuje świetnie, kurczak idealnie doprawiony, lekko pieprzny, cieszą fragmenty ze skórką przełamujące smak reszty mięsa. Marchewka w formie musu z chrupki groszkiem, dla kontrastu jeżyny, w cenie 23zł (?!), dla mnie mistrzostwo.

źródło: https://www.facebook.com/pages/Restauracja-Kogel-Mogel/187699461283576?ref=ts

I cóż, to tyle z ostatnich wizyt :).
Wspomnieć jeszcze mogę, że znajdziecie w Koglu szeroki wybór herbat, ciekawych herbat, polecić można również kawy (sam zamawiam najczęściej flat white), czy coś w rodzaju smoothiesów dla ochłody (tu znów polecam mango mint).

Obsługa: to akurat się nie zmienia, na szczęście :).
Jak dla mnie jest bardzo serdeczna, pomocna i dobrze poinformowana. Polecam wszelkie kwestie i wątpliwości śmiało wyjaśniać u źródła. Między innymi dzięki obsłudze chce się do Kogla wracać.

Wystrój: Mi odpowiada. Sam lokal nie jest wielki. Po przekroczeniu progu możemy zapomnieć, że jesteśmy w pasażu na Bemowie, w Warszawie, czy w ogóle w Polsce. Przyjemny, nowoczesny z elementami drewna. Generalnie przemyślany i funkcjonalny. Fajnymi akcentami są talerze na ścianach. Polecam i w dzień, i wieczorem, kiedy to robi się bardziej nastrojowo. Zresztą zobaczcie sami:

źródło: https://www.facebook.com/pages/Restauracja-Kogel-Mogel/187699461283576?ref=ts

Z doświadczenia wiem, że to szczególnie ważne dla kobiet, ale sam też zwracam na to uwagę -> bardzo przyjemna, ciekawa i czysta toaleta.

+ Położenie: dodam od siebie ponieważ z dość dziwnym odbiorem Bemowa ostatnio się spotykam. Jak się okazało dla niektórych to drugi koniec świata, a sam Kogel ciężko znaleźć. My trafiliśmy tu za pierwszym razem bez problemu, dzięki mapie ze strony Kogla, a co do położenia/Bemowa… Mieszkam na Bródnie i droga do restauracji zajmuje mi jakieś 15 minut, jak dla mnie to mało i pomimo tego, że druga strona Wisły to biorąc pod uwagę czas dojazdu Kogel ma u mnie status „bliskiej”. Jeśli po pracy nachodzi nas chęć to nawet w godzinach szczytu, ruszając z centrum, w 20-30 minut jesteśmy w Koglu (nie raz zdarzało mi się na dłużej utknąć w korkach próbując dotrzeć do wybranej restauracji w ścisłym centrum). A do tego parking… Nie ma problemu ze znalezieniem miejsca – co też oceniam na plus.
Stąd nie rozumiem w czym problem. Czy w weekend, czy w tygodniu… jest chęć -> jedziemy.
Jest problem -> jest rada. Mam dla Was mapkę. Zdradzam, gdzie sam najczęściej parkuje. Później wystarczy się kierować na południowy-wschód, tak, żeby wejść do pasażu między blokami, Kogel będzie z lewej mańki.

Wyświetl większą mapę

Jakość do ceny: Cóż, daje najwyższą notę. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości to je rozwiewam: tak, zakochałem się i nie zamierzam tego kryć!
Restauracja ujęła mnie wszystkim, od pierwszej wizyty po niedawne odwiedziny. Uczucie to już sprawdzone. Zresztą to nie tylko nasze wrażenia. Zabieraliśmy do Kogla swoich znajomych, bardzo różnych, z różnym podejście do życia/jedzenia, a efekt był zawsze ten sam -> pozytywne zaskoczenie i zadowolenie.
Większość cen między 20 a 30 zł – za to co dostaje się na talerzu bardzo, bardzo warto.
Piszę tę recenzję, tak długą jak moje odwlekanie jej napisania, ale tak to jest jak się myśli i doświadczeń przez ponad sześć miesięcy nazbiera, ze świadomością, że może zachęcić innych do odwiedzin Kogla, nawet ze świadomością, że przez nią możemy trafić na pełną restaurację lub konieczna będzie wcześniejsza rezerwacja, ale też po cichu mam nadzieję, że tak będzie. W niektórych recenzjach poniżej pojawiają się uwagi co do tego, że gastronauci byli akurat jedynymi gośćmi w danym momencie, a naprawdę szkoda by było nie dać możliwości rozwinięcia się potencjałowi jaki drzemie w tej restauracji i serca w nią włożonego.

No dobrze, rozpisałem się, a chciałbym jakoś podsumować swój wywód.
krzysztofburzynski napisał na Gastronautach o Atelier Amaro „Restauracja kompletna”. Do Atelier jeszcze nie dotarłem (jeszcze!), ale przyznam, że ciężko mi znaleźć jakiś element, którego by mi w Koglu brakowało stąd mogę śmiało napisać: Kogel Mogel – restauracja kompletna.
Smak / Kunszt / Zadowolenie – Must check it!
I do zobaczyska w Koglu…

Kogel Mogel

Powstancow Śląskich 106 lok5
Warszawa

km@restauracjakogelmogel.pl
+48224081101

1 thought on “Kogel Mogel

Dodaj komentarz