Brasserie Warszawska

Znacie Daniela Pawełka, twórcę Butchery&Wine? Jeśli nie to może ten link pomoże Wam na lepsze poznanie. Pan Daniel ruszył niedawno z nowym projektem – Brasserie Warszawska. Znajdziecie ją w bliskim sąsiedztwie sejmu lub… w naszej recenzji bo dziś o Brasserie właśnie.

Brasserie charakteryzowało niegdyś piwiarnię, czy nawet miejsce samo produkujące piwo. Obecnie zdaje się, że są to bardziej miejsca specjalizujące się w kuchni tradycyjnej, zmieniające się razem z porami dnia. Rano znajdziemy brasserię jako kawiarnię, miejsce na śniadanie (te ponoć w WB od października), w ciągu dnia jako restaurację na obiad, a wieczorem na kolację przy piwie – to generalnie, bo w Brasserie Warszawska aż szkoda nie skorzystać z wyboru win.

Miejsce tworzą ludzie więc może o nich kilka słów wstępu.
Wspomniany już na wstępnie Pan Daniel Pawełek, możecie się zgodzić lub nie, ale według nas jest jedną z niewielu osób na rynku/w branży gastronomicznej która „wie co robi”. Ma za sobą wieloletnie doświadczenie w gastronomi w Polsce, jak i za granicą. W miarę rozwoju kariery pracował na różnych szczeblach. Od kuchni poznał pracę wielu restauracji jak i hoteli. Z takim bagażem doświadczeń naprawdę można rozpocząć własną działalność na rynku. Pan Daniel w swoisty sposób „przefiltrował” przez siebie wszystko to, co dotąd napotkał i co trafiło w Jego gusta, wykorzystując pomysły przy tworzeniu Butchery&Wine a teraz i Brasserie.
Właściciel był na tyle uprzejmy, że poświęcił nam chwilę (zdjęcie po lewej), wyjaśniając nieco pomysł na to znajduje się w karcie. W menu również znajdziecie nieco wpływów z Butchery ale jednak Brasserie to oddzielny byt, który być może teraz wykazuje pewne zbieżności, ale będzie on ewoluować we własnym kierunku. To co ważne to stawianie na wysoką jakość produktu a także swoistą prostotę na talerzu. Swoistą, bo założenie jest by danie składało się z 3-4 głównych składników (pozwala to w pełni cieszyć się smakiem, ale nie zaburza nam odbioru z uwagi na nadmiar doznań), co nie zmienia faktu, że każdy z nich osobno jest dopracowany i z kunsztem przygotowany

Krótko było także o logo Brasserie, które narobiło nieco szumu, szczególnie w internecie. Tak to już jest, że niektóre symbole, nazwy bywają drażliwe. Podobne przejścia ma za sobą Żywiciel z Żoliborza, nawiązujący nazwą do zgrupowania, były protesty a z czasem wtopił się w klimat dzielnicy. Podobnie będzie z pewnością z logiem Brasserie – szczerze? w innym wypadku może miałbym zastrzeżenia ale tu chodzi o dobrą restaurację, która jest świetną wizytówką Warszawy/Polski dla zagranicznych Gości, w takim wypadku proszę bardzo…
Specjalnie dla nas kuchnie opuścił Mariusz Kozak (zdjęcie po prawej), Szef Kuchni. Bardzo podoba mi się Jego podejście. Pytany o to co lubi jeść a także co lubi gotować odpowiedział, że generalnie wszystko. Cieszy taka odpowiedź bo wskazuje na otwartość młodego człowieka, chęć do uczenia a także brak uprzedzenia do konkretnych produktów, potraw, czy technik. Jak to mówią „Sky’s the limit„;>

Ale przejdźmy do rzeczy…
Jedzenie: Nasz lunch degustacyjny obejmował flight przez przystawki, danie główne oraz deser. Daniom towarzyszyło wino, od Prosecco przez białe po czerwone (Morellino subtelne, dobrze zgrało się z kaczką).
W szczegółach:

Smażone ostrygi, sałatka z kopru włoskiego i cytryny kon fit.

Przystawka idealna. Ciekawa, intrygująca, pobudza zmysły ale pozostawia apetyt na więcej. Prosecco spisało się do nich idealnie.

Krem z dyni, z orzeszkami pinii oraz szałwią

Zaskoczył mnie konsystencją. Był na przełamaniu delikatnej pianki i kogla mogla. Bardzo subtelny w smaku.

Koktajl z kraba, dodatkowo grejpfrut, awokado

Jedna z bardziej bogatych składnikowo przystawek. Spora ilość krabiego mięsa razem krewetkami, ziołami, pomidorkami i pozostałymi składnikami stworzyła muślinową całość. Kontrapunktem było delikatnie majonezowe tło. Jak przystało na przystawkę lekkie danie.

Parfait z Foie Gras

Tu już powrót do kilku głównych składników potrawy.
Każdy z nich był bardzo smaczny i intrygujący, szczególnie konfitura z moreli, jednak dopiero razem tworzą zgrabną całość, uzupełniającą się niuansami smaków i faktur. Chrupka briosza, gładkie parfait, wykazujące się złożonością aromatów, a do tego konfitura z lekki pazurem. Przystawka, która jak uznaliśmy na tyle cieszy zmysły, że mogłaby być wytrawnym deserem.

Smażona pierś kaczki Barbarie, cykoria i śliwka

Kaczka wysmażona z zachowaniem „szacunku” dla mięsa więc delikatnie różowa w środku. Towarzyszyły jej aromatyczne dodatki w postaci śliwki oraz cykorii. Przyznam, że oba z nich lubię. Według mnie dobrze zgrały się z potrawą. Tak jak wspominałem każdy ze składników oferuje własną, bogatą paletę aromatów – zestawione razem tworzą coś jeszcze nowego.

Owocowy eton mess

Był to strzał w dziesiątkę. Po dotychczasowych propozycjach można by nie mieć sił na deser ale jak odmówić gdy na stole ląduje tak smakowita porcja?
Eton mess, czyli w teorii bita śmietana z bezami i truskawkami, w wersji Brasserie pojawiły się oczywiście bezy ale także lody na spodzie, truskawki zastąpiły owoce leśne – moim zdaniem na korzyść.
Bardzo smaczne zwieńczenie lunchu.

Całość zgodna z przedstawioną filozofią. Dania są „czytelne”, dominuje jeden główny składnik, inne z nim współgrają. Czystość smaku – nacisk na jakość. Był to lunch degustacyjny więc niech Was nie zwiodą porcje/proporcje dań. Zostały przygotowane tak, byśmy podołali im wszystkim jednocześnie odnajdując smak potraw i mając okazję zapoznać się z nimi wizualnie.

Wystrój: Wystrój najbardziej do brasserie nawiązuje. Można by się pokusić o stwierdzenie, że jest „pubowo” ale jeśli tak to tylko wtedy gdy dodamy, że z dbałością o szczegóły i na wyższym poziomie, w stronę pubów-klubów brytyjskich, czy paryskich odpowiedników.
Skóra, drewno, długi bar. Samo pomieszczenie jest wysokie co pozwala czuć się swobodnie.

Przy wystroju wspomnę, że prócz głównej sali do Waszej dyspozycji są dwa mniejsze pomieszczenia, gdzie spokojnie można się odciąć, zorganizować prywatne spotkanie, w dyskretniejszej atmosferze zjeść i porozmawiać.

Obsługa: Bez zarzutu. Czysta klasyka. Wszystko fachowo, z drygiem i uśmiechem.
Sumiennie uzupełniano to co potrzeba. Nakrywano i zbierano w stosownej kolejności.

Jakość/cena: Warto. Muszę jednak dodać, że kuchnię Brasserie łatwiej będzie docenić tym, którzy świadomie są już gotowi by cieszyć się czystością smaku potrawy a nie oczekującym na totalny miks różnych niuansów. O tym, że warto najlepiej świadczy fakt, że w porze lunchowej BW jest pełna, a do tego w większości wypełniona przez obcokrajowców. Dla nich posiłek w tego typu restauracji jest codziennością, czymś co stanowi element ich życia, dnia codziennego, nawet kultury. Zjeść w przyjemnym miejscu, z fachową obsługą, być pewnym jakości produktu, jak również potraw zestawionych w stosunkowo prostych kombinacjach, pozwalających je docenić, przygotowanych przez profesjonalistę. Dla nich to standard.
Życzę sobie i Wam by u nas takie podejście stało się codziennością.

Za dostrzeżenie, wyróżnienie i zaproszenie na lunch degustacyjny dziękujemy Brasserie Warszawska.

Obszerniejszą galerię zdjęć z odwiedzin znajdziecie -> tu.

Brasserie Warszawska

Górnośląska 24, Warszawa
(okolice sejmu)

22 628 94 23
rezerwacje@brasseriewarszawska.pl

7 thoughts on “Brasserie Warszawska

  1. Bardzo fajny klimat. Szkoda, że ceny należą do tych zdecydowanie wyższych…porcja kaczki za 65 zł na Waszym talerzu przyprawiła mnie o lekki zawrót głowy, choć faktycznie podana jest bardzo ładnie. Ceny jednak generalnie uważam za przesadzone.

    Sam lokal wygląda jednak wspaniale, lubię takie klimaty. Przypomina mi poznańską Brovarię, do której mam duży sentyment.

    Z pozdrowieniami,
    Edith

  2. Madame Edith, chciałem bardzo podziękować!:D
    Wiedziałem, że jeszcze o czymś zapomniałem napisać ale za nic nie mogłem sobie przypomnieć o czym. Dzięki Tobie właśnie sobie przypomniałem i już dopisuje:)

    Był to lunch degustacyjny stąd potrawy wyglądały nieco inaczej i miały nieco inne proporcje tak, żebyśmy mogli wszystkiemu podołać.
    Przyznam szczerze, że po przystawkach dla mnie nawet taka porcja kaczki była zupełnie wystarczająca, a nawet więcej, bo nie sprostałem jej do końca. Nie ja jeden;) Zresztą było jej faktycznie sporo, może to perspektywa dużego talerza, czy kadru zdjęcia?

    Tu jest ciekawe ujęcie, już ze strony Brasserie:
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=172642126193963&set=a.169400076518168.12875.167411743383668&type=3&theater

  3. Podoba mi się cały opis miejsca, dania zresztą też. Najbardziej interesująca wydaje mi się chyba pierwsza przystawka z ostrygami.

  4. Sorry, bo blog fajny ale muszę wspomnieć, że logo tej knajpy to porażka. Jak prostym trzeba być, by przerobić na swoje logo symbol Polski Walczącej?

Dodaj komentarz