AïOLI Cantine Bar Café Deli

„Sos AÏOLI jest jednym z historycznych fundamentów kuchni śródziemnomorskiej. Jego nazwa wywodzi się z prowansalskiego alh (czosnek, łac. alium) i òli (oliwa, łac. oleum). Spotykany jest w większości tradycji kulinarnych Morza Śródziemnego (prowansalskie alhòli/aiòli, katalońskie allioli, etc.). Choć AÏOLI nazywane jest „masłem Prowansji“, w rzeczywistości bliżej mu do majonezu. AÏOLI przygotowuje się z czosnku, żółtek, oliwy i sosu limonkowego. Jednak sposobów przygotowywania i składników tego sosu jest równie wiele, co regionalnych tradycji kulinarnych Południa.” / aioli-cantine.com.
Czosnek+oliwa – tak do nas mówcie, choć sam sos jest tu akurat jedynie pretekstem, dodatkiem do o wiele ciekawszych propozycji. Zapraszamy do środka…

Za Aioli niecały miesiąc działania, a za nami kilka wizyt, w różnym składzie i przy różnych okazjach. Za każdym razem było na tyle pozytywnie, że wracaliśmy.

Ale do rzeczy…
JEDZENIE: Tu znajdziecie menu. Co w nim? Głównie to co jest teraz na topie: burgery, pasty, pizza. Diabeł jednak tkwi w szczegółach i to one wyróżniają Aioli.

Zacznijmy po kolei, od śniadań. Baguette&Eggs (19,90), 2 jajka przyrządzone w dowolny sposób (poprosiliśmy o sadzone), bekon, kiełbaski tuluskie, grillowany pomidor, masło ziołowe, aÏoli classic, ½ bagietki. Serwowane na talerzu (nasz wybór) lub jako club sandwich. Bardzo smaczna i sycąca propozycja na start dnia, nawet przy takim mrozie jak teraz do obiadu raczej głód Was nie złapie. Dla fanów słodkości od samego rana Joghurt&Brioche (19,90) ciepłe owoce, jogurt, oliwa kardamonowa, brioche, ricotta, miód, kruszonka cynamonowa. Wporz, zgrabne zestawienie, jedynie odnośnie ciepłych owoców postawilibyśmy bardziej na coś sezonowego/świeżego, jako bazę wyjściową, jabłko/śliwka/gruszka?.
Do każdej pozycji sok, kawa lub herbata.

Jak dla nas mocnym punktem w menu są sałaty. Nareszcie coś innego i smacznego jednocześnie. Dotąd mieliśmy okazję spróbować Green Flatbread (19,90) czyli guacamole, marynowana rzepa, pieczona papryka, karmelizowana marchew, mieszanka sałat, marynowana czerwona cebula, pszenica, hummus, flatbread, aÏoliRoastbeef (25,90) pieczony rostbef, pieczony burak, szpinak, jajko poche, orzechy, fasolka szparagowa, marynowana cebula, vinaigrette Modena, flatbread. I jak? brzmią jak coś co widzicie wszędzie? w każdym menu? dla nas nie… Ani nie jest to propozycja powielana ani też pozbawiana smaku. Przeciwnie, obie sałatki były bardzo smacznymi kompozycjami, w których sporo się działo. Green Flatbread spokojnie wystarczy niejedzącym mięsa za danie. Wypiekany na miejscu flatbread wciąga… zwykle zupełnie nie zwracamy uwagi na pieczywo, gdy zamawiamy sałatę, ale w tym wypadku ciężko było się powstrzymać. Przed nami jeszcze dwie do spróbowania.

Burgery. Tak, znów burgery ale tak jak zawsze, zależy jak je zrobisz. Odkryliśmy, że nie jesteśmy jedynymi, którzy lubią używać do nich brioszy:> Każdy z burgerów ma swoją, indywidualną oprawę.
Mango Turkey (24,90) indyk, ser Bursztyn, rukola, czerwona cebula, chili mango aÏoli – dobra, chrupka bułka, generalnie smaczna kanapka, jedyny drobny szkopuł to akurat nieco żylasty fragment mięsa. French Burger (34,90) pieczona wołowina, brioche, karmelizowana cebula, ser Bursztyn, sos pieczeniowy, aÏoli. Burger ze wspominanym użyciem brioszy. Bardzo sycąca i smaczna kompozycja, sos pieczeniowy pasuje tu jak ulał. Całość soczysta, mięsna…mhmm.

Naszym faworytem był Veggie (26,90) sznycle warzywne, mieszanka sałat, awokado, cebula, aÏoli. Debeściak dla wegetarian. Niestety wylatuje z karty, może zbyt małym wzięciem się cieszył?

No, ale, jest coś z sandwichy, co może nam smutek po braku Veggie przysłonić -> Squash&Cheese (19,90-) – pieczona dynia, gorgonzola picante, orzechy laskowe w karmelu, pieczone pory. 3 kanapki, stworzone z półbagietki. Dynia mięsista, gorgondzola też dawał o sobie znać, w połączeniu z orzechami jak ulał, do tego gdzieniegdzie pory się pojawiają, jest dobrz, jest smacznie, sprawia frajde i syci.

I do sandwichy, i do burgerów w zestawie frytki (serwowane w doniczce) i sałatka (serwowana w słoiku) w cenie. Niby drobne dodatki a uwierzcie, że dopełniają i smakiem, i objętością, smaczne są!

Z past spróbowaliśmy Gnocchi (28,90) prawdziwki, włoski ser Taleggio z okolic Bergamo, parmezan, śmietana, rozmaryn. Gnocchi jak gnocchi, bardzo poprawne, po prostu dobre. Sos smaczny, dopracowany, wporz. Danie na większy apetyt.

Vermincelli (39,90) makaron z krewetkami, kalmarami, warzywami i atramentowym aÏoli. Zaskakuje już formą podania, na gorącej patelni. Sam makaron też jest inny, niż moglibyśmy się spodziewać. Dobrze zrobione kalmary, krewetki świeże, jakby ktoś szukał dziury w całym mógłby oczekiwać nieco większej ilości owoców morza, ale nie zmienia to faktu, że całość zasługuje na uwagę. Specyficzna odmiana aioli, atramentowa, z dobrze wyczuwalną morską nutą, może znaleźć zwolenników;)

Pizze, spróbowane to Chorizo (26,90) chorizo, czerwona cebula, mieszanka serów, zielona papryka. Taleggio (33,90) włoski ser Taleggio z okolic Bergamo, mozzarella, karmelizowana cebula, gruszka. Jak dla nas tutejszy pomysł na ciasto jest trafiony. Cienki, w sam raz wilgotny spód. Dobrze dobrane składniki, których nie brakuje na pizzy.

O desery pytajcie obsługę. Jak dotąd trafialiśmy na wybór ok. 4 różnych. Skusiliśmy się na krem cytrynowy, z kruszoną, i czekoladowy, z bezami i owocami na spodzie (10zł).

 Cytrynowy w stylu lemon curda był ok. Więcej frajdy z jedzenia dał krem czekoladowy. Oba serwowane w małych słoikach. Porcja w sam raz do przyswojenia na koniec posilania się.

*Dobrym pomysłem, który z pewnością sprawdzi się po pojawieniu się win, jest Sos aïoli + bagietka (5zł). Oryginalna forma podania, całkiem spora porcja, jako przegryzka/dodatek w sam raz.

Sos Aioli, serwowany do każdej potrawy, ciągle ewoluuje, za każdym razem trafiamy na nieco inaczej przygotowane ale i tak dobrze spełnia swoją rolę. Jest czosnek, jest smak.

Przy okazji jedzenia wspominamy o napojach, póki co bezalkoholowych, które dla niektórych (na przykład kierowców/kobiet w ciąży) pozostaną w centrum uwagi, nawet po otrzymaniu koncesji przez restaurację. Tak zwane „soft drinki” to często bolączka ludzi, którzy nie mogą raczyć się %napojami. Najgorszym wypadkiem jest opcja, gdzie znajdujemy w karcie jedynie Kapi, Pepsi, Krople BezKitu, czy inną Colę – znaczy się siedzimy o „suchym pysku”, bo już wolimy wtedy niczego nie zamwiać. Sytuację na mieście ostatnio ratują lemoniady, które mimo zmiany pogody najwyraźniej na dobre zadomowiły się w kartach napojów. Jest jeszcze lepiej, gdy ktoś tak jak Aioli, idzie krok dalej i przygotowuje pomysłowe, smaczne propozycje w tym temacie. Virgin Mojito, Sweet basil lemonade, Carrot-ginger lemonade, czy Pink grapefruit-rosemary lemonade (wszystkie w cenie 15zł) – wszystko ciekawe i odświeżające zestawienia. Musicie znaleźć swój smak.

Godny polecenia jest też bardziej podchodzący pod propozycję deserową (ale ciągle na pograniczu wytrawności) Chamomile-banana smoothie (18,00), z limonkową bitą śmietaną, oczywiście robią na miejscu. W imieniu wszystkich, którzy poszukują takich pozycji w menu – dziękujemy:> Dla chętnych również dostępne świeżo wyciskane soki (grejpfrut do śniadania, a najlepiej jeszcze przed… zawsze polecamy). Espresso/cappuccino poprawne.

Duży + za ciekawe i smaczne propozycje wegetariańskie, nice!
Kolejny za estetyczne podawanie potraw, najczęściej na drewnianych deskach, czy jak wspomnieliśmy doniczkach, słoikach. Wszystko razem dobrze wygląda.
Wypieki możecie kupić także na wynos.

WNĘTRZE: Ha! Tu można się rozpisywać, analizować kolejne „łaty”, które złożyły się na całość. Generalnie znajdziecie tu przemieszanie stylów i materiałów. Jest sporo drewna ale i surowa cegła, beton, metal, szkło, luksfery. Generalnie dzieje się. Jest przestrzeń. Mimo (a może właśnie dzięki) tych wszystkich zabiegów wnętrze wydaje się przytulne, zachęcające do pozostania. Rano, w dzień sporo tu naturalnego światła. Wieczorem tworzy się nastrojowy klimat.

Różne są użyte materiały, różne też zastosowane stoliki. Możecie usiąść we dwójkę przy stoliku koktajlowym, większą grupą przy równie wysokich stołach tego typu, na kanapach pod ścianą, czy wreszcie długim, ciągnącym się przez sporą część restauracji community table (albo social, jak ktoś woli – przyp. obsługa Aioli)(bo common to może być ale raper zza oceanu, dobry zresztą – przyp. WTF?!). Nie wiemy o co kaman (tak btw;>) z tymi stołami. Czy to restauratorzy wyczytali ich potrzebę w oczach Gości i teraz spełniają oczekiwania, czy po prostu naśladując zachodnie trendy sugerują nam socjalizowanie się, licząc na nasze pozytywne przyjęcie tego typu biesiadowania? Tak czy siak coraz ich więcej na mieście. Tak czy siak możecie wpadać do Aioli sami, parami, czwórkami, szóstkami, generalnie w dowolnych konstelacjach, znajdą tu dla Was miejsce. Otwarta kuchnia, blisko której można zająć miejsce i podpatrywać/podsłuchiwać Kucharzy przy pracy.
Dobrze spędza się tu czas, cieszy jedzeniem, odpoczywa, nabiera sił.

Przy okazji wnętrza wspomnimy o delikatesach, czyli przetworach, napojach (głównie „eko”), które możecie kupić na miejscu.

OBSŁUGA: Chyba jeden z niewielu punktów, nad którymi Aioli musi jeszcze popracować, choć kompletne skreślenie umiejętności obsługi też byłoby z naszej strony nie fair – bardziej na zasadzie „to zależy”. Różnie trafialiśmy, częściej na profesjonalną obsługę, znającą i działającą zgodnie z kanonem. Bywało, że trafiły się nieco nieporadne osoby, które w zawodzie stawiają pierwsze kroki ale też nie były to zachowania, które czymś by nas zraziły. Wiadomo jak to bywa na początku. Nigdy obsłudze nie brakowało dobrych chęci i zaangażowania a to ważne, reszta przyjdzie z czasem.
*Jako dygresja, choć dalej w temacie obsługi, jeden z wypadów do Aioli poprzedziła wizyta w Bufecie Centralnym, gdzie trafiła nam się nadąsana, średnio uprzejma i zainteresowana obsługa, choć prócz nas był jeszcze tylko jeden stolik. Opanowanie serwisu angielskiego (choć i tego bym w tym wypadku nie zakładał) nie zastąpi uprzejmości Kelnera. Jeśli braki w technice idą w parze z brakami w podejściu to takie zachowanie na długo powoduje, że czar pryska i nie chce się wracać. 

Generalnie restauracja otwarta na informacje zwrotne. Nam na przykład nieco przeszkadzały serwetki, kładzione pod burgery, choć faktycznie z estetycznego punktu widzenia były na miejscu. Jedna jedzący sztućcami mogli łatwo odciąć ich kawałek i zjeść z burgerem. Znowu ci, którzy jedzą jedynie przy użyciu rąk, mogli mieć problem z oddzieleniem bułki (szczególnie przy dużej ilości sosu) od serwetki. Wspomnieliśmy o tym obsłudze i co? następnym razem burgery były już bez serwetek, uwaga spotkała się z uznaniem, zmiana wprowadzona.

CENA/JAKOŚĆ: Jak najbardziej warto! Odwiedzaliśmy Aioli o różnych porach dnia, sami, ze znajomymi, bliskimi, zamawialiśmy różne dania – za każdym razem po prostu mieliśmy frajdę i z jedzenia, i z czasu, który tam spędziliśmy, a o to nam chodzi. Zjecie tu smacznie i ciekawie, w przyjemnych wnętrzach. Dla unikających mięsa również kilka smacznych powodów, by Aioli odwiedzić! Miejsce bardzo uniwersalne, jeśli chodzi o powód do jego odwiedzin. Start jest obiecujący, ciekawi jesteśmy co pokaże się w menu w przyszłości. Śmiało wpadajcie!

W skrócie:
Więcej zdjęć znajdziecie -> tu.


AïOLI Cantine Bar Café Deli
od 9tej do ostatniego Gościa

Świętokrzyska 18, Warszawa

(22) 290 10 20
aioli@aioli-cantine.com